Dziewięć lat temu poznała miłość swojego życia i od tamtej pory swoją karierę naukową i w dużej mierze życie osobiste poświęciła pielęgnowaniu tej miłości. To uczucie na odległość, i to odległość tysięcy kilometrów. Ale uczucie głębokie, tak głębokie i święte jak obiekt tej miłości. Jak najgłębsze jezioro świata, którego nazwanie jeziorem jest dla zamieszkujących jego brzegi ludów świętokradztwem. Miłością życia dr Veroniki Belyaevej jest „Sławne Morze, Święty Bajkał”.
Od siódmego roku życia marzyła o tym, aby zostać etnologiem. Już wtedy wiedziała, że jej przeznaczeniem będzie podróżowanie po świecie i badanie zwyczajów ludzi z odległych krain. Urodziła się w Sankt Petersburgu, studiowała w Poznaniu. Od dwóch lat mieszka i pracuje w Szczecinie, jako wykładowca w katedrze Etnologii i Antropologii Kulturowej Uniwersytetu Szczecińskiego.
Opowieści o demonach
Choć urodzona w Rosji, ma po części polskie korzenie. Dzięki temu udało jej się przyjechać na studia do Polski. – Chciałam poznać coś nowego, przeżyć przygodę, no i przede wszystkim usamodzielnić się. Zacząć dorosłe życie. Mój przyjazd do Polski był więc po części wyrazem młodzieńczego buntu - wspomina.
W Poznaniu studiowała etnologię, która była jej marzeniem od dziecka. - W pierwszej klasie szkoły podstawowej, w Petersburgu, miałam przyjaciółkę, z którą codziennie wracałam po lekcjach do domu, bo mieszkaliśmy w tym samym bloku - wspomina pani Veronika. - Jej rodzice pochodzili ze wsi i opowiadali jej o duchach zmarłych, o duchach domowych. W Rosji to naturalne, tam takie elementy przedchrześcijańskich wierzeń są bardzo wrośnięte w kulturę. Opowieści mojej przyjaciółki sprawiły, że zaczęłam się pasjonować demonologią, mrocznym światem wierzeń, który żyje do dziś w świadomości rosyjskiej wsi.
W ostatniej klasie liceum pani Veronika znalazła jeszcze jedno źródło natchnienia do etnologicznej pasji. Była nim encyklopedia „Ludy Rosji” - Czytając ją, dowiedziałam się, że niektóre z dzikich rosyjskich ludów mają do stu osób – opowiada dr Belyaeva. - Uświadomiłam sobie, że te ludy już niedługo całkiem wyginą, to było dla mnie straszne i w takim młodzieńczym zapale postanowiłam podróżować po Rosji i opisywać te cywilizacje, zanim ślad po nich zaniknie.
Pasją pani Veroniki pozostawały jednak przede wszystkim ludowe wierzenia rosyjskie. Już na studiach w Poznaniu napisała pracę licencjacką o duchach domowych wśród Rosjan, a magisterską - o duchach tragicznie zmarłych, demonach, czarownicach.
„Poczułam, że Bajkał to miłość mojego życia”
Na okoliczność obrony doktoratu pani Veronika zafundowała sobie prezent, który zaważył na jej dalszym życiu. Wybrała się z przyjaciółmi na wycieczkę nad Bajkał, by spędzić wakacje nad najgłębszym jeziorem świata, a przy okazji pomóc znajomym jako tłumacz rosyjskiego. Jechała pociągiem Kolei Transsyberyjskiej, która na odcinku Irkuck - Kułtuk wije się malowniczą serpentyną tuneli wykutych w skałach nadbajkalskich gór.
- W pewnym momencie pociąg wyjechał z tunelu i z okna pociągu zobaczyłam Bajkał. Widok był tak niesamowity, że nie mogłam się napatrzeć. Od pierwszego wejrzenia poczułam, że to miłość mojego życia - wspomina z sentymentem pani Veronika. - Ogromne, dzikie przestrzenie Buriacji, ale i życzliwość, otwartość, gościnność żyjących tam ludzi. To wszystko sprawiło, że odtąd o Bajkale zapomnieć nie mogłam.
Veronika Belyaeva uległa czarowi miejsca, którego świętości nie śmie podważać żaden jego rdzenny mieszkaniec. Z Bajkałem wiąże się wiele legend, wśród nich ta najbardziej romantyczna, o której pani etnolog ze Szczecina lubi opowiadać, jako o dowodzie na wielkie znaczenie kulturowe i sakralne Świętego Morza Syberii: - Do Bajkału wpada 330 rzek, a wypływa tylko jedna - Angara. Legenda głosi, że Bajkał miał wiele dzieci, ale najbardziej kochał właśnie Angarę. Chciał wydać ją za mąż za Irkut, ale jego córka zakochała się w Jeniseju i uciekła na północ do swojego kochanka, w miłosnym szale rozrywając ziemię, dlatego też dziś brzeg Angary jest tak stromy i kamienisty – przytacza legendę Belyaeva.
Turystyczny wyjazd okazał się natchnieniem do naukowej pracy. Od tamtej pory Veronika Belyaeva pięciokrotnie jeszcze odwiedzała nadbajkalską Buriacię, ale już nie jako tłumacz - turysta, ale etnolog, badacz mongolskiego ludu Buriatów, rdzennych mieszkańców południowej Syberii. A konkretnie badacz wierzeń buriackich, które są oryginalną mieszanką szamanizmu i buddyzmu.
W obrazowy sposób pani Veronika opowiada o tej mieszance: – Buriaci mawiają, że jak ktoś ma dwie nogi, to powinien stać na obu. Dlatego też sami, mając dwa systemy religijne - szamanizm i buddyzm - łączą je i uzupełniają. Gdy więc Buriat ma coś poważnego do załatwienia - np. chciałby poznać odpowiednią datę ślubu - idzie po radę do buddyjskiego lamy. Gdy natomiast chodzi o kwestie życia codziennego - radzi się szamana. Przykładowo, gdy zaginie mu krowa, idzie do szamana, a ten mu powie konkretnie- „twoją krowę zabrał sąsiad”, albo „twoją krowę zjadły wilki”.
Wyjazd nad Bajkał to dla pani etnolog swoista intelektualna przygoda, dość kosztowna, nawet dla naukowca, jadącego w celach badawczych. Jedną z pięciu ekspedycji sfinansował Uniwersytet Szczeciński. Generalnie koszt wyjazdu nad Bajkał to dla przeciętnego szczecinianina około 1200 zł, wliczając w to wizę do Rosji i tranzytową na Białoruś, a także jazdę pociągiem na trasie Szczecin- Terespol – Brześć – Moskwa - Irkuck.
Dziewicza przyroda i sztormy na jeziorze
Obszarem badawczym Veroniki Belyaevej jest Dolina Tunkijska. Tak pani etnolog tłumaczy fenomen badanego przez siebie terenu: - Dolina Tunkijska zajmuje obszar wielkości Wielkopolski, a zamieszkuje tam sześć tysięcy osób! To jedyny na świecie park narodowy, w jakim oprócz przyrody żyją też ludzie, normalnie uprawiając ziemię i hodując zwierzęta. To ewenement, ale możliwy na Syberii, gdzie człowiek żyje naprawdę w zgodzie z naturą.
A czym sam Bajkał i jego okolice mogą przyciągać turystów, nie zainteresowanych wierzeniami ludów mongolskich? - Przede wszystkim dziewiczą przyrodą - opowiada Belyaeva. - Infrastruktura turystyczna, przynajmniej na południowym brzegu, gdzie jeżdżę jako etnolog, nie jest wybitnie rozwinięta, ale dzięki temu ten teren nie traci na swoim uroku. Plaże nad Bajkałem to rzadkość, woda poza lipcem jest bardzo zimna, nagrzewa się w najlepszym przypadku do ośmiu stopni. Gdy opowiadałam miejscowym Buriatom, że próbowałam się kąpać w Bajkale w sierpniu, powiedzieli, że zwariowałam. Za to popularna jest turystyka kajakowa. Choć i niebezpieczna jednocześnie - brzeg często skalisty, a na szerokie wody wypływać to duże ryzyko - pogoda nad Bajkałem jest nieprzewidywalna, zdarzają się potężne sztormy.
Owocem marzeń pani Veroniki jest wydana w 2009 r. książka „Szamani i lamowie w sercu Sajanów. Współczesny system wierzeniowy Buriatów Doliny Tunkijskiej”. Realizowanie podróżniczo - naukowych marzeń byłoby jednak niemożliwe, gdyby nie wsparcie rodziny. Pani Veronika wspomina: - Moi bliscy zawsze mnie wspierali, bo wiedzieli, że jeżeli na czymś mi zależy, to trzeba mnie wesprzeć, a nie namawiać, bym tego nie robiła, bo i tak osiągnę cel i zrealizuję swoje marzenie.
Teraz czas na połączenie dwóch miłości. W przyszłym roku Veronika Belyaeva zamierza pojechać nad Bajkał ze swoim mężem, także etnologiem, który zawsze ją wspierał w realizacji marzeń. Jednak i w takich okolicznościach pani Veronika nie zamierza rozstawać się z pracą. - Przy okazji też tam popracuję, szkoda mi być tam tylko turystycznie, zawsze mogę zrobić jakiś wywiad, dowiedzieć się czegoś nowego o Buriatach.
Maciej Pieczyński




